Nocny Marek


Motta
styczeń 22, 2008, 1:03 am
Zaszufladkowany do: Bez kategorii | Tagi: , , ,

Ja do gena: “Do źródeł płynie się zawsze pod prąd, z prądem płyną tylko śmieci” Zbigniew Herbert (motto jednego z blogów), gen na to: “fakt, że jestes studentem wyższej uczelni, zmniejsza prawdopodobieństwo, że zostaniesz np. żołnierzem, handlarzem narkotyków, szamanem lub więźniem” Zimbardo. Zdanie z podręcznika. Takie tam esemesowe podsumowania dyskusji o tym, jak źle jest na świecie.



Zima
styczeń 17, 2008, 12:14 am
Zaszufladkowany do: Bez kategorii | Tagi: , ,

Nie chce się zdecydować. Zamraża na kilka dni i odpuszcza. Niech odpuści. Zaklinam ją spacerem, próbami uspokojenia wewnętrznego rozedrgania. Zima przychodzi nagle, najczęściej przed Świętami. Dziesiątki spraw, które czekają na rozwiązanie napędzają ją ze wszystkich stron do miejsc, gdzie jesteśmy i gdzie mamy być. Szczególnie do tych drugich. I mimo najwyższych obrotów do jakich się doprowadzamy bawi się z nami raz po raz. A my stoimy w miejscu jak suche badyle. To, że przyjdzie odwilż zapisane jest w odwiecznym rytmie, wiemy o tym, że nasze badyle się szczerze zazielenią, że ciepły wiatr wymiecie stare liście, a światło rozjaśni kadr. Dziś pod Tatarską Górą widziałem lodowe, obłe płaszczyzny spod których bąbelkami uwalniało się powietrze. Pod spodem jest życie! Trwają procesy! To znaczy, że mój świat pracuje nad zimą. Pracujemy.



Kontrasty
styczeń 16, 2008, 11:15 pm
Zaszufladkowany do: Bez kategorii | Tagi: , ,

Nieśka odeszła. Sylwiaczek na wyspach, Tadziu na bramce, Eliza jak zwykle z tajemniczym uśmiechem Mony Lisy, Śmiecha zarządza kryzysami na trzydziestym piętrze, Zbyszek trenuje ludzi, nawet nie wiem czy znów nie w Australii, Co z Ewą? Violina wciąż wytycza swą ścieżkę, Zawiedun, który zawsze miał wątpliwość do dzisiaj na scenie, Janusz na nartach, ja na Mazurach. Kontrasty, różne losy. Dzieci, małżeństwa, choroby, ciągłe stawanie na nogi, bitwa z samymi sobą, o godność, o parę złotych… Kontrasty nas naznaczyły, jak wielu innych. Dziś spotykamy sie w naszej klasie, którą kontroluje GIDO. Sylwia mówi, że się zmieniliśmy. Ja, że tylko nasze zewnętrzne powłoki. Że w środku jesteśmy wciąż tacy sami.



Nieśka
styczeń 12, 2008, 12:18 am
Zaszufladkowany do: Bez kategorii | Tagi: , ,

Już nie pamiętam, czy to było w 1988 czy w 1989 roku. Po przygodzie pełnej sukcesów z Teatrem Votum, małą studencką grupą jednego spektaklu “Przypowieść o Ba(a)lu postanowiliśmy kontynuować naszą zabawę w teatr. Janusz D. , mój towarzysz z Zespołu Recytatorskiego w budowlance, aktor Teatru Votum i przez chwilę Teatru Kana wymyślił szybki sposób przeprowadzenia naboru – ogłoszenie w prasie. Stąd nazwa nowej grupy: Teatr z Ogłoszenia. W naborze wzięło udział kilkanaście osób, głównie licealiści i studenci. Pojawiła się Violina, pojawiła się Śmiecha, Zbyszek, Eliza, Sylwia , zgłosił się Tadeusz, pojawili się młodzi wspaniali ludzie, zafascynowani magią teatru.

Pojawiła się też Nieśka, licealistka z dziewiątki. Przygotowywaliśmy przestawienie na podstawie tekstów Fernando Arrabala. Śmiecha wraz z Violiną pracowały nad rolą matki. Dwoistość tej postaci chcieliśmy pokazać przez dwie aktorki. Śmiecha o ostrym głosie i dużym temperamencie odgrywała matkę kategoryczną, dyscyplinującą, podporządkowaną tradycji, Violina matkę ciepłą, pełną współczucia i empatii. Nieśka grała rolę babki, bardzo charakterystycznie, lekko przerysowując chrapliwym głosem. Pamiętam piękną scenę, kiedy babka (Nieśka) przeprowadza bohatera przez zakamarki z latarnią w dłoni… Jej cień, przygarbionej, rosochatej babc, trzymającej wnuka za rękę odcinał się na horyzoncie rozjaśniony lampą naftową. Pamiętam Bartka (dziadka), którego ciotki obracały usztywnionego do góry nogami, a Nieśka zanosiła sie w teatralnym płaczu. I Elizę z takim wielkim czubem na głowie.

Piękne to były dni. Bawiliśmy sie w teatr na poważnie. Młodzi czerpali literaturę garściami, połykali nocną atmosferę głodni nowości i przeżyć, wkręcali się w artystów. Piękna była Nieśka zawsze w długiej, kolorowej spódnicy, w kapeluszu przykrywającym długie ciemne loki i w nieodłącznej dżinsowej kurtce. Wiem, że teatr wykradał tych młodych ludzi ich rodzicom i normom, że mącił im w głowach, wiem jednak, że odkrywał nich pokłady kreatywności, otwierał na innych, dodawał pewności, zarażał swą magią.

Zagraliśmy ten spektakl kilka, czy kilkanaście razy. Głównie w Kontrastach, na oświetlonej przedpotopowymi reflektorami scenie. Potem każdy poszedł w swoją stronę.

Nie wiem czy właśnie wtedy Nieśka połknęła bakcyl teatru, czy może wcześniej, w szkole, w przedszkolu… Wiem jedno ,był to bakcyl, który jej nie opuścił do końca. Może dlatego pracowała w Pleciudze, może dlatego tak się ułożyło jej życie.

Śpiewała, działała, ocierała się o artystów. Miała piękne przyjaźnie. Wciąż spotykałem ludzi, którzy ją znali i kochali. Tak było też w Operze. Kiedy zaprosiłem Józka do współpracy nad kierownictwem literackim powiedział, że przyjdzie ale z Nieśką… Zdziwiłem się, że on też ją zna. Pracowała z nami kilka miesięcy. Jak zwykle oddawała całą Siebie. Nie zważąjąc na przeciwności opracowała historię wszystkich przedstawień szczecińskiej sceny muzycznej i wprowadziła do bazy danych. Dziś jej mrówczą pracę można oglądać na stronie internetowej opery.

Jej niezwykłe zaangażowanie w prace nad koncertem “Ulica Mandelsztama” zadziwiało mnie wielokrotnie. Podziwiałem Jej wielką sympatię do Rysia i ogromną znajomość poezji Mandelsztama. Wiedzieliśmy już wtedy, jak mocno dotknął ją los. Tym bardziej, długie wieczory i noce, które poświęcała pracy budziły podziw.

Przeżywała ten koncert. To ona ściągnęła publiczność, ogólnopolskie media i dobre dusze. Wyszło pięknie. Pozostały nagrania, plakat z Rysiem, i wątek na forum Krystyny Jandy o Mandelsztamie założony przez Agnieszkę.

Właściwie dopiero wtedy zauważyłem w jak wielu sferach Agnieszka jest obecna. W rzeczywistości namacalnej i wirtualnej. W jak wielu sercach istnieje i pozostanie na zawsze.

Dobranoc Nieśko. Nie mogłem być na Twoim pożegnaniu. Wiem, że było piękne. Śpij dobrze.