Nocny Marek


Szyjemy
luty 19, 2008, 11:05 pm
Zaszufladkowany do: Bez kategorii

Nogi bocianom, kwiaty na wiosnę, jajka na święta. Zszywamy się. Na okrętkę, pospiesznie, bezładnie. Albo overlockiem tnąc postrzępione brzegi, wyrównując przy okazji, z determinacją i premedytacją. Nie mamy czasu na mereżki, na wymyślne ściegi. Cerujemy dziury, przez które widać było niejasną przyszłość. Zaprasowujemy kanty.

Od jakości tej pracy zależy to, co będzie później. Od nas zależy czy szarfa będzie zapinana na rzep, z atłasowej wstążki, czy z brezentowej taśmy zaszyta na krzyż i jeszcze raz w prostokąt, by wytrzymała zabawę w zaprzęg i przeciąganie szarfy przez ciało od dołu do góry. Albo od góry do dołu.



Bociany nadchodzą
luty 17, 2008, 1:57 pm
Zaszufladkowany do: Bez kategorii

Wydaje się, że północny wschód jest wyłącznie na serio. Tu nikt nie metaforyzuje, nikt nie mruga okiem, znaczenia nie mają drugiego dna, nic się nie czyta na wspak. Tu jest prostolinijnie, oczywiście. Tu się piętnuje relatywizm, ba, nawet umiejętność śmiania się z samego siebie zaginęła. A może się nie wykształciła? Wielu brakuje dystansu do samych siebie. To, co niewygodne pozostaje przemilczane, to co obowiązujące jest publiczną prawdą, stereotypem. Role i gęby są rozdane i przydzielone od wieków.
A tymczasem bociany nadchodzą. Ubrane w trampki i szaliki. Szykują desant na Warmię, Mazury i Podlasie. Pobiorą nauki w szkole, przyuczą się do zawodu i rozmaszerują się po całym regionie. Ciekawe, czy wytrzymają długo? A może raczej wtopią się w masę prostolinijności?



Olsztyn pieniężny
luty 14, 2008, 7:22 pm
Zaszufladkowany do: Bez kategorii

W Departamencie Promocji pełni werwy młodzi panowie mówią, że samorząd ma działać jak przedsiębiorstwo. Opowiedzieliśmy im o hodowli bocianów w Prostkach. Wydawało się, że są szczerzy. Brzuchomoowca wyegzekwował to co miał wyegzekwować i mówi, że ludzkie nieszczęście to jest w ludziach a dopiero potem w lombardach. Moje Panie zebrały bukiet zamówień od przedszkoli. A I. przelał długo oczekiwane datki. Olsztyn więc był dziś pieniężny. Cały w złotym słońcu i wybłękitniony uśmiechniętym niebem. A w Cafe Antykwariat kulinarne opowieści snuły się, zagarniały wnętrze i głowy jak dym z papierosa. Jestem między Olsztynem a Ełkiem. Wszędzie.



Nowy Świat
luty 12, 2008, 10:46 pm
Zaszufladkowany do: Bez kategorii

Z balkonu na Nowym Świecie patrzy się w lewo wzdłuż. Na oświetlone słońcem fasady i ukryte w cieniu twarze. I błękitne niebo (wczoraj).  Na wciąż ten sam chyba autobus wysypujący gromadkę studentów pod uniwersytetem. Warszawa przemierza chodniki ustrojone choinkami w skrzynkach. Bezimienni, a jakby znajomi. A jakże, Maciek H. wędrujący na bocianich nogach z Foksal podniósł zdziwioną głowę, gorzko sie uśmiechnął i pomachał. . Wcześniej profesor od genetyki spotkany w hotelu (- no wiesz, to jest taki tani hotel i wszędzie blisko…) mówi, poinformowany, że nie bywam w Sz-nie: – aaaa, zapomniałem zupełnie, że zajmowałeś się operą! Wciąż cię pamiętam z tych konferencji. Nowy Świat mój-nie-mój.



Gadu Gadu
luty 9, 2008, 10:36 pm
Zaszufladkowany do: Bez kategorii

A my sobie gadu gadu na gadu gadu… Jestem niedostępny, zaraz wracam, chowam się za chmurą, czyli jestem ale niechętny do zaczepek, jestem słoneczko, wchodź bez pukania, mam buźkę, katulam sie ze śmiechu. Zaniemówiłeś. Zaniepisałem. Tak jak powiedziałeś, tak jak napisałem. Czy Ty to ty? Nie, ale możemy pogadać. Skąd klikasz? Sprawdziłem Cię.  Co robisz jeszcze jak piszesz ze mną? Kończę już, muszę lecieć, rączka, ustka, papatki. GG furtka do głów.



Postne naleśniki
luty 9, 2008, 1:09 am
Zaszufladkowany do: Bez kategorii

W łomżyńskiej naleśnikarni, która na co dzień jest lodziarnią, pytam: czy usmaży mi Pani “męskie naleśniki”? Pani odpowiada – to znaczy słodkie?
- Nie,  nie – odpowiadam ze zniecierpliwieniem – może lepiej pikantne!
- To znaczy z mięsem? -dziwi się ekspedientka-właścicielka. Odpowiadam zdziwieniem.
- No nie wiem, no nie wiem.
Jeszcze raz pytająco mrużę oczy.
- Dzisiaj piątek  – mówi  głos zza kontuaru – a poza tym Wielki Post przecież.
- To znaczy, że pójdę do piekła? – żartuję
- No nie wiem, no nie wiem, u nas… – mruczy pod nosem dziewczyna wietrząc prowokację.
- Może Pani pójdzie do piekła za podanie mi mięsnych naleśników.
- Nie, no wie Pan, tu…
- To może jakiś kompromis pieczarkowy poproszę – konkluduję dla zbawienia
- No, i to jest świetna decyzja – cieszy się Pani podnosząc oczy w niewypowiedzianą przestrzeń.
Odkrywam i smakuję Łomżę, w kawałeczku zapieczonego sera, z wyrysowanym paprykowym proszkiem serduszkiem.



Kobiety na makatkach
luty 5, 2008, 11:50 pm
Zaszufladkowany do: Bez kategorii

Makatki pamiętamy z domów naszych babć i mam. Drukowane na białym płócienku, często skrupulatnie haftowane przez gospodynie, mereżkowane lub ozdabiane falbankami, otaczane szlaczkami z tasiemek wisiały na ścianie w głównym miejscu kuchni – centrum domowego ogniska. Przedstawiały scenki rodzajowe, gospodynie przy pracy w kuchni, kochającą się parę, dzieci, łabędzie, amorki, gołąbki, sielskie krajobrazy. Były opatrzone mądrościami: „Mądra gospodyni dom wesołym czyni”, „Miłość i zgoda domu ozdoba”, „Czystość to zdrowie”, „Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje”.

Znane z tradycji ludowej, w nowej formie przywędrowały ponownie prawdopodobnie z Niemiec i natychmiast przyjęły się w małomiasteczkowej i wiejskiej Polsce. Odzyskały popularność w latach 50-tych.
Namówiłem moje podopieczne żeby zaczęły produkować taka kolekcję kiedy zachwycały się możliwościami sitodruku.
Kobiety na makatkach utwierdzają domowników w przekonaniu o swojej roli. Nawiązują do niemieckiego 3xK “Kinder, Kirche, Kuche”.
Dzisiejsze kobiety na wschodzie Polski wciąż są obezwładnione przez ten schemat. Niewiarę w swoją podmiotowość wyświetlają na twarzach, udowadniają swą postawą, przekonują słowami. Jakże inne są kobiety na zachodzie…

 

 

 

 

 



Rozdroże
luty 4, 2008, 8:34 pm
Zaszufladkowany do: Bez kategorii

Do Brzuchomówcy trzeba jechać do końca drogi, tam, gdzie nie można już jechać prosto, a tylko w prawo lub w lewo i jeszcze raz tak samo do kolejnego rozdroża. On tam wtedy stoi na krawędzi trawnika i góruje. Po nocnych rozmowach o skrzyżowaniach życia wróciłem do mazurskiej tymczasowości. Zbliża się podniecający moment podejmowania decyzji: w prawo? w lewo? może na wprost? Odczuwa się wtedy ukłucie lęku przed podjęciem decyzji, przed jej skutkami, ale i brzuszne łaskotanie radości ze wstępowania w nowe i nieprzewidywalne. A drogowskazy? Drogowskazy drogowskazują. Można też po śladach, tam gdzie bardziej droga uczęszczana. Albo na przekór..