Nocny Marek


Teksty genów

S T R Z A Ł A     P O Ł U D N I A

Szczecin. Dworzec Główny, niedziela, 23.15. Biegnę dziarsko wzdłuż peronu, uginając się pod gigantycznych rozmiarów torbą podróżą z kolejną porcją dobytku szczecińskiego niezbędnego w studenckim mieszkaniu w Krakowie. Podróżni z miniwalizeczkami (od razu widać, że do Poznania) wywołują u mnie eksplozje poczucia wyższości – co oni wiedzą o jeździe pociągiem? Co oni w ogóle wiedzą o życiu? Kiedy jutro około 8 rano pociąg zwany Strzałą Południa dojedzie do Krakowa, ja chwiejnym krokiem, z policzkami parującymi od snu i nieświeżym oddechem pobiegnę prosto na zajęcia. Znajomi z grupy – pachnący i lśniący zadadzą słynne pytanie, regularne i niezmienne jak hejnał z wieży Mariackiej: „Dlaczego Kraków? Chce ci się tak jeździć? Kraków, moi drodzy, bo sobie to miasto wymarzyłam. Bo na studia trzeba wyjechać. Świat poznawać. A 9 godzin pociągiem to po pewnym czasie jak 9 przystanków tramwajem. Małopolskie buzie nadal patrzą wielkimi oczami.

Poznań Główny, poniedziałek, 1.55. Na poznańskim dworcu komunikaty nadaje przyjemny męski głos. Choć już zdecydowanie oddaliliśmy się od zachodniopomorskiego rejonu najczystszej polskiej mowy, małopolskie upiorki slangowe, a zwłaszcza artykulacyjne nie majaczą nawet na horyzoncie. Powszechna niechęć krakowian do takich dźwięków jak „trz” i „strz” i upór w zamienianiu ich na „czy” zadziwia pomorskie uszy bardziej niż oklepane „wychodzenie na pole” czy nieznajomość Krakusów takich północnych slangowych specjałów jak „many”, „czaić”, „szmula”. Natomiast moje zamiłowanie do ostrego „s” w słowach „przestrzeń”, „mistrz”, „strzała” momentalnie demaskuje moją cudzoziemskość.

Wrocław Główny, 4.52. Pasażerowie omijają mój przedział na widok zwalonych półek na bagaże. Przypominam sobie pierwszą podróż do Krakowa studenckiego, pod koniec września. Szalona radość spowodowana wycieczką do ulubionego miasta odeszła do sfery dziecięcych wspomnień, pojawiła się natomiast dorosła powaga, determinacja do stworzenia odpowiedniego gruntu do wrośnięcia w miasto, choćby wątłymi korzeniami. W niezliczonych walizkach wiozłam elementy do zbudowania krakowskich fundamentów; ubrania, książki, zdjęcia, plakaty, garnki, misia – słowem całą moją szczecińskość, która w krakowskim mieszkaniu i tak rozproszyła się gdzieś po kątach, okazując się mizerna w ilości i natężeniu. Zachwyt miastem i euforia zaniknęły początkowo zupełnie, ustępując sprawom bardzo przyziemnym – urządzaniu mieszkania, szukaniu najkrótszych tras na uczelnię, analizowaniu rozkładów jazdy tramwajów czy ogłoszeń o pracę. Cały wyśniony Kraków chciałam upchnąć w bezpieczne ściany małego mieszkania na Kazimierzu.

Opole, 5.51. Śni mi się Szczecin. Kiedy wracam z Krakowa, Szczecin jest podobny do sennego widzenia – wszystko dzieje się w zwolnionym tempie, ludzi jest mało, zabytki malutkie. Sufity w mieszkaniach są nienaturalnie nisko, na balkonach przysiadają mewy. Im bliżej Stoczni, powietrze jest bardziej wilgotne. Miasto zatrzymane w czasie, zapatrzone z podziwem w Berlin, w wizję samego siebie jako zachodniopomorskiej metropolii. Szamoczący się między wielkimi szansami a zaściankową nieudolnością. Mój mały, biedny Szczecin, którego po kolei zdradzają własne dzieci. Śni mi się Szczecin bogaty, europejski i sławny jak Kraków.

Katowice, 07.29. Otwieram zalepione jakąś senną wydzieliną oko. W przedziale została dwójka rodowitych krakowian. Krakowianie z dziada pradziada w królewskim mieście, na wskroś polscy, najbardziej polscy ze wszystkich Polaków, potomkowie królów, szlachetni mieszczanie. Patrzę na nich z zazdrością, czuję się jak pomorski, zniemczały plebejusz, człowiek bez ziemi i bez korzeni, bez tej organicznej więzi z miastem rodzinnym. Krakowskie przenikliwe oczy moich towarzyszy widzą dokładnie, że to pokolenie moich dziadków było szczecińskimi pionierami, że to pokolenie nie dość, że jeszcze żyje – ma się całkiem dobrze. Te krakowskie oczy widzą we mnie tułacza, który zaplątał się w ich od początku do końca krakowski żywot.

Kraków Główny, 8.39. Widok napisu KRAKÓW GŁÓWNY uruchamia we mnie natychmiast błyskawiczne procesy myślowe, przyspiesza szybkość reakcji i decydowania. Natychmiast biegnę na zajęcia. Bo komu bardziej niż wytrwałym podróżnikom zależy na celu podróży? Moim celem jest Kraków. Efekty północno – południowego kompromisu.

Maria Sztark


Nie ma jeszcze komentarzy jak dotąd
Dodaj komentarz



Dodaj komentarz
Znak podział wiersza i akapitu wstawiany jest automatycznie, twój adres e-mail nie będzie opublikowany, stosowanie HTML jest dozwolone: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>