Nocny Marek


Pałace, Pajace, Palące, Palancie
Maj 11, 2009, 11:27 pm
Filed under: Bez kategorii

No tak, pałac pali, pili, plie.. Płace, płacze, palce, place, pace, plącze.

DSC_3518-800



Widok z góry
Luty 23, 2009, 8:22 am
Filed under: Życie

dsc_1946-800Trzeba unieść się nad codziennością i popatrzeć na życie z innego punktu widzenia. Innymi oczami.  Jak się nie da inaczej, to trzeba po prostu wejść na dach.



Przeznaczenie
Luty 19, 2009, 11:08 pm
Filed under: Bez kategorii, Życie

dsc_22281dsc_2213W drodze powrotnej odwiedzam Józka. Przede mną kilkaset kilometrów jazdy autem, więc należy mi się trochę przyjemności.

W G. najpierw artystka z Brześcia pokazała mi swoje pastelowe obrazy warmińskich pejzaży. Na każdym z nich Anioł, stoi, gra na harmonii lub flecie. Potem wolontariuszka z Rosji tłumaczy, że po rosyjsku „@” to nie „małpa” tylko „sobaka”. W oczekiwaniu na J. (ciekawe, oczekiwanie na J. to moje ulubione zajęcie)  czytam o objawieniach maryjnych w G.

Józek zaprasza na obiad do karczmy warmińskiej. Dają grochówkę z majerankiem.  Mamy podjechać do remizy zobaczyć remont mieszkania. Masz takie samo auto jak ja, mówię, widząc sporą dziurę zamiast maskownicy w fordzie J. W kieszeni drzwi tkwi taker. A u mnie, mówię, wciąż jest rolka taśmy dwustronnej. Ale jesteśmy podobni. W  drodze na parkingu przed urzędem znajduję gruby, czarny portfel. Przekazujemy do urzędu. Pożegnanie i jadę.

Na Żuławach piękne słońce, śnieg i niska mgła. Robię zdjęcia jadąc. Gdybym miał wypadek, myślę, sprawdzą jakie zrobiłem ostatnie zdjęcia, aparat przecież leży na przednim siedzeniu. Robię sobie parę ujęć podczas jazdy. Przed Starogardem Gd. na stacji kupuję płyn do styków i naprawiam światło. Uzupełniam płyn do spryskiwiacza. Zmierzch. Jadę. Zaczyna sypać śnieg.

Przed Chojnicami aparat przydrożny robi mi zdjęcie. Przekroczyłem prędkość chyba o 10 km. Pada coraz bardziej. Jestem coraz bliżej. Znajomy każdy zakręt. W lewo do Bornego. Do Czaplinka kilka km. Jadę przez las. Droga biała.  Chcę wyprzedzić ciężarówkę z przyczepą. Ktoś jedzie z naprzeciwka. Próbuję jeszcze raz, kiedy daje mi sygnał, że mogę. Wyprzedzam. Jadę prze chwilę. Płatki śniegu w światłach pędzą na mnie tworząc tunel. Gaśnie naprawiany lewy reflektor.

Na środku jezdni stoją trzy duże sarny. Naciskam na hamulec. Samochód wpada w poślizg i skręca w lewo. Uderzam w jedną z saren. Odlatuje na lewe pobocze, pozostałe znikają. Hamuję gwałtownie i odkręcam kierownicę. Auto zarzuca tyłem w drugą stronę. Nie zadzwoniłem do eM. Po co ja robiłem te zdjęcia, myślę. Taki jestem na nich nieobecny, patrzący w przestrzeń. Dlaczego pod Czaplinkiem? Jestem taki bezradny. Jak wyciągnę auto z rowu? Gonitwę myśli przerywa obraz świateł nadjeżdżającej z naprzeciwka ciężarówki z przyczepą. Stoję na jej drodze pod prąd. Próbuję uruchomić wyłączony silnik i odjechać w rów, w las, ja wiem gdzie?   Silnik się nie zapala. Zostanę tu, nie zdążę wysiąść. Zbliżające się światła prześwietlają płatki śniegu. Ciężarówka zatrzymuje się pięć metrów od maski mojego auta. Słyszę sapnięcie pneumatyki hamulców. Z drugiej strony nadjeżdża osobowe. Zwalnia i jedzie dalej. Patrzymy na siebie, kierowca ciężarówki na mnie, ja na niego. Cisza. Włączam światła awaryjne. On kierunkowskaz i odjeżdża.

Wysiadam z auta oglądam je z przodu. W miejscu atrapy mam wielką dziurę. Taką samą, jak J. w swoim aucie. Wsiadam, zawracam i odjeżdżam. Kątem oka widzę w rowie konającą sarnę. Podnosi łeb i opada, podnosi łeb i opada.

U M i M. pachnie grochówką. Z majerankiem. Dostaję miskę i zajadam.

Dziękuję…

Potem długa rozmowa z M. Ś.  który oglądał wcześniej mecz. O przeszłości i przyszłości.



Przekładnia, przerzutka
Luty 17, 2009, 11:32 pm
Filed under: Bez kategorii

dsc_2153-800 Wpadam do Prostek. nakręcony, rozwibrowany, przejęty. Na liczniku mam 620 km. Dzisiaj 178. Słowa, zdania, definicje, konkluzje, plany. Pełna głowa. Którego dzisiaj? 17 lutego. Wyrzucam z siebie tysiąc pytań. 500 odpowiedzi segreguję i wyciągam wnioski. Kategoryzuję, pouczam, oceniam. Obroty na full. Obraz przede mną zamazują płatki wciąż padającego śniegu. Ostre igiełki lodu. Mój głos odbija się echem w korytarzu i wraca po chwili. Sprawy z listopada wciąż się krystalizują. Inspektor znów wlepił mandat. Deja vu. To miejsce wciąż pachnie jesienią. Tamtego roku. Te same sprawy, te same lęki, ten sam prezes straszy sądem, ten sam wójt obiecał to samo co wiosną dwa lata temu… Tu jest wciąż jest tak jak  przedtem.

A może dwie prędkości światów połączyć ze sobą, przekładnią lub przerzutką?



Pamięć
Luty 11, 2009, 10:32 pm
Filed under: Bez kategorii

detale-warmiaspacery-015-800Układa się w długie zdania logiczne, wielokrotnie złożone, łańcuchy przyczynowo-skutkowe, na chwilę przed snem. I potem na ranem we śnie tym lekkim, na chwilę przed obudzeniem. Dotkliwa, świdrująca. Pamięć mówi wolnym, spokojnym głosem, rzeczowym i stanowczym. Udowadnia wciąż, że jest. Niewytarta. Moja pamięć.



Jądra krystalizacji
Luty 3, 2009, 10:19 pm
Filed under: Bez kategorii

Niezwykle zjawisko przyrodnicze zaobserwowali szczecinianie w ubiegłym tygodniu. Spadł śnieg. I nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie to,  że biały puch przykrył jedną okolicę, a inne pozostały przez biel nietknięte. Lokalna prasa dotarła do specjalistów – metereologów. – To nie śnieg, wytłumaczyła, pani doktor z nowopowołanego uniniwersytetu nazywanego przez studentów „ziutem”. To szadź. Wilgotna mgła, która pod wpływem nagłego oziębienia zamienia się kryształki lodu i osadza się na drzewach,  płotach itp. Kryształy lodu powstawały dzięki „jądrom krystalizacji”, których więcej jest w centrum miasta, są to drobinki pyłów i zanieczyszczeń powietrza. W dzielnicach na skraju miasta zanieczyszczeń jest mniej więc i biały puch nie powstał.

dsc03203-800



Swojskość w obcości
Listopad 17, 2008, 9:07 am
Filed under: Bez kategorii

200810-warszawa-191a-800

Penetrujemy obce światy w poszukiwaniu lepszego miejsca dla siebie. Nieznane i niezbadane pociąga, pcha do zatracania się. Chcemy zmienić to co mamy, polepszyć i powiększyć, więc brniemy przez chaszcze niepewności w otchłań nowego. Stąpanie po obcych przestrzeniach jest podniecające, czujemy się bowiem jak członkowie ekspedycji żądni sławy…

I nagle okazuje się, że w tym nowym, eksplorowanym świecie, rozpoznajemy kawałek naszej, doskonale znanej nam rzeczywistości.  Swojskiej.

Mogą to być ludzie, doskonale rozpoznawalni, zapamiętani w każdym szczególe, którzy w tym, obcym nam świecie, są już od dawna, mogą to być swojskie zachowania, znane i wiązane wyłącznie z naszym światem…